Powrót na górę
  • Wyselekcjonowane meble designerskie

O kobiecie, która wybierała fotel do salonu przez 93 dni ( i wcale nie wybrała)

pikseo 5 listopada 2020 0 komentarzy

Jak szybko wybrać fotel, kiedy masz miejsce, masz budżet, a nie masz pomysłu? Szczerze? Nie mam pojęcia. W końcu sama wybierałam ten Wymarzony miesiące świetlne, przeszukując, szperając, robiąc rysunki i odręczne notatki oraz doprowadzając domowników do pewnego poziomu irytacji tym fotelowym niezdecydowaniem. Wymarzony fotel jednak nijak nie pojawiał się na horyzoncie. A może pojawiał, ale po kilku godzinach ekscytacji przychodziły wątpliwości, a następnie wymarzony obiekt zastępował inny, równie wymarzony. I jak tu wybraćfotel idealny, kiedy do wyboru mamy tak wiele?

Nie ma draki, od tego są uszaki

Jeśli mówimy o fotelowym mainstreamie, może nam przyjść na myśl tylko jedno: misiaczek-uszaczek. Jest przecież wygodny, ma multum kolorów, świetnie wygląda na tle białych, strzelistych regałów, a do tego można na nim usiąść w poprzek, nonszalancko przewieszając nogi przez oparcie. Więcej! Jeśli odlecimy nieco podczas ulubionego serialu na Polsacie, możemy uciąć sobie komara, pozwalając głowie opaść swobodnie na wygodnym zagłówku. Tak, uszak nie ma sobie równych. Oczywiście, jeśli chcesz mieć to, co mają wszyscy 😉

Co ja brałam pod uwagę?

Praktycznie wszystko, co rynek dał, a co nie widziałam u znajomych. Skórzane fotele gabinetowe, popularny w PRL fotel klubowy, muszelki, bujaki, jajka i kubełki, fotele ludwikowskie i Chesterfield. Brałam pod uwagę wiele, bo fotel miał stanąć na uboczu, z dala od centrum kanapowo-konsolowo-kawowego, obok dużego okna i witryny przeciążonej nadmiarem książek - chciałam więc nie tylko wygody, ale i czegoś, co zwraca uwagę, co będzie dowodem namacalnym i wielkogabarytowym mojego gustu i smaku. Odrzuciłam więc z miejsca to, co popularne i zostałam przy tym, co popularne jest trochę mniej.

No dobra. Na co się w końcu zdecydowaliśmy?

Jeśli mam być szczera - wybór jest tak ogromny, że potrzebowałabym następnych 93 dni, żeby podjąć świadomą decyzję. Jednak Szanowny Mój Małżonek zwietrzył problem nosem i pokazał palcem pierwszy z brzegu fotel, którym miesiącami go zadręczałam - i zaczął przekonywać mnie do niego z takim uczuciem, jakby marzyło takim fotelu, od kiedy przestał korzystać z nocnika. Padło więc na skórzany Bari...i, drodzy Państwo, to był strzał w deseczkę. I jest tym strzałem do dziś!

Ale, ale... to jest artykuł poradnikowy!

Przepraszam za opieszałość! W takim razie już doradzam, mówiąc o wyborze fotela idealnego wszystko, co wiem:
  • Wybierzcie fotel, który pasuje. Do barwy kanapy, wykładzin, ścian i tęczówek. Lub wręcz przeciwnie - nie pasuje do niczego i jest kompletnie z czapy. Kto Wam zabroni, no kto to?
  • Wybierzcie fotel, który jest wygodny - lub, niczym Żelazny Tron, zdecydowanie wygodny nie jest, ale wygląda, jak babcię kocham, robi wrażenie i po prostu obojętnie koło niego nie przejdziesz.
  • Wybierzcie fotel, który pokocha Wasza Żona, pokocha Wasz Mąż i pokochają go Wasze dzieci, goście, teście i sąsiedzi. Taki, którego będziecie zazdrośnie strzec, rzucając na niego ręcznik o 6 rano. Ukochany!
  • Wybierzcie fotel, który znienawidzi Wasza Żona, znienawidzi Wasz mąż i znienawidzą go Wasze dzieci, goście, teście i sąsiedzi. Po co się dzielić?
  • Wybierzcie fotel, który wybrała większość. Miliony nie mogą się mylić!
  • Wybierzcie fotel, którego nie miał nikt inny. Zero déjà vu. Niech zwycięży customowy wybór!

No dobra, ale co w takim razie?

Jeśli nie wiecie, na co się zdecydować i nie ufacie Waszemu gustowi - wybierzcie komplet z narożnikiem. To naprawdę oszczędność czasu, nerwów i pieniędzy na nietrafiony wybór. Możecie też bawić się kolorem i tutaj polecam daleko idącą inspirację (Pinterest lub Insta), żeby zdecydować, czy do szarej bazy lepiej pasuje róż, butelkowy czy skóra. Możecie ograniczyć wybór do 3-4, które podobają się Wam najbardziej, a potem posiłkować się takimi czynnikami jak cena, łatwość w utrzymaniu czy wygoda. A potem? Potem pozostaje znana i z dawna wypróbowana metoda, czyli chybił trafił 😉

Inne ułatwienie? Wybierzcie fotel z gąszczu tysięcy foteli, na portalu, w którym już ktoś zrobił wstępną selekcję, oddzielił ziarno od plew, a wy możecie zasiąść w głębokim fotelu (ekhm!) ze szklaneczką w dłoni i wybrać tego Ulubionego. W końcu od tego jest Furniro! Przeszukiwanie internetów wzdłuż i wszerz jest czynnością wielce wyczerpującą, ale wyobraźcie sobie, że musielibyście tych wszystkich producentów odwiedzić osobiście...No właśnie. Tak jest dużo łatwiej. Naprawdę. Dlatego...po prostu podejmijcie decyzję. Podejmijcie JĄ!

I tego Wam właśnie życzę! 🙂
Anka Wekier
Samozwańcza guru dizajnu, miłośniczka Skandynawii, skórzanych foteli i kolorów, których nie powstydziłby się obwoźny jarmark. Wszystkim powtarza, że we wnętrzach najlepiej iść pod prąd, a następnie przyznaje się bez bicia, że jej zakupy wnętrzarskie ograniczają się do co niedzielnych wizyt w sklepach pewnej znanej szwedzkiej marki. Ceni minimalizm i eklektyzm. Doradza naszym Klientom, jak w meblarskich wątpliwościach wyjść na prostą.